Hotel - Hotel - deszczowe Niechorze
Na wakacjach czas upływał nam niezwykle miło. Po tych wszystkich pretensjonalnych hotelach, które wybieraliśmy dotąd przydała się nam odmiana. Hotel, który wybraliśmy na ten urlop w Niechorzu był mały, ze zwykłą stołówką i niewielkim barkiem. Czuliliśmy się tu nieskrępowanie. Moja żona, kobieta w każdym calu elegancka, dosyć miała już tej rewii mody, więc chwaliła mnie za ideę wypoczynku kameralnego. Na cóż blichtr całego świata, gdy człowiek umęczy się tylko potwornie i nie wypocznie tak, jakby sobie tego życzył. Gdyby nam się jednak zachciało dodatkowych atrakcji, to hotele w sąsiedztwie miały dość bogatą ofertę. Nic, tylko korzystać. Pogodę mieliśmy prawie jesienną. Wiatr wiał niemiłosiernie i raz po raz przegadywało, więc o plażowaniu nie było mowy. Chodziliśmy za to na długie spacery, przeważnie na brzegu morza. Moja żona przeczytała 3 książki i namiętnie bywała w miejscowym kinie. Nawet ja dałem się namówić na jakiś seans. Przeważnie jednak siadywałem w kawiarni nad gazetą z wiadomościami sportowymi. Urlop naładował nam akumulatory.